Dlaczego nie możemy szyć Fairtrade w Polsce?

O czym myślisz, gdy słyszysz o ubraniach szytych w Indiach? Szybka moda? Wyzysk dzieci? Praca ponad siły i niesprawiedliwość społeczna? A Polska? Co sądzisz o szwalniach z Polski? Renomowane fabryki? Wysoka jakość ubrań? Najlepsze materiały? Jeśli tak wyobrażałeś sobie branżę tekstylną, już na wstępie musimy przeprosić – ten tekst mocno Cię zaskoczy.

Gdy rozpoczynaliśmy starania o certyfikat Fairtrade, wiedzieliśmy, po co to robimy. Naszymi działaniami chcieliśmy wesprzeć gospodarkę krajów Globalnego Południa. Mimo że zajmujemy się szyciem ubrań od tylu lat, nadal – z tyłu głowy – pojawiały się dwa obrazy: pierwszy – polskie szwaczki, które szyją ubrania z najlepszej jakości materiałów, a dzięki swojemu doświadczeniu robią to niemalże bezkonkurencyjnie, i drugi – szwalnia w Indiach, w której być może nie dochodzi do łamania praw pracowniczych, jednak nie określilibyśmy jej mianem „nowoczesnej”. I w jednym, i w drugim przypadku można się jednak pomylić.

Wdrażaliśmy się w kolejne etapy certyfikacji Fairtrade, zastanawialiśmy się, jak spełnić kolejne wymogi… Wszystko szło zgodnie z planem. Do pewnego momentu, który radykalnie zmienił nasze patrzenie na „odpowiedzialną” – lokalną modę. Okazało się, że szyjąc w Polsce, nie możemy otrzymać certyfikatu. Dlaczego? Ponieważ nie mają go polskie szwalnie. Teoretycznie – nie jest im do niczego potrzebny. Praktycznie? Nie wszystko było takie jednoznaczne...


Fairtrade dba o standardy, które w Polsce nie zawsze są oczywiste

Znajome polskie szwalnie były dla nas wzorem (być może wynikało to wyłącznie z naszych doświadczeń) – panie szwaczki otrzymywały godziwe wynagrodzenia i zatrudnione były na umowę o pracę – w takich realiach dodatkowa certyfikacja (czyli de facto opieka) Fairtrade nie jest potrzebna. Chcieliśmy szyć w szwalni, która – dzięki wyróżnieniu Koalicji Sprawiedliwego Handlu – otrzyma wsparcie, jakie realnie poprawi warunki życia pracowników. Choć ostatecznie produkcja bluzek w Indiach wyniosła więcej, niż gdybyśmy realizowali ją w Polsce (koszty cła, transportu, większy nakład pracy związany z dokumentacją i ustaleniami), nie podnieśliśmy ich ceny. Chcieliśmy być fair.


Szycie w Indiach też może być fair

Chcieliśmy być fair i mieć pewność, że ubrania, które szyjemy dla naszych klientów, nie krzywdzą tych, którzy je wykonują. Musieliśmy zatem znaleźć szwalnię, która dałaby nam tego gwarancję – najlepszym potwierdzeniem dobrych praktyk był (i jest) certyfikat Fairtrade. Nawiązaliśmy więc kontakt z polecaną nam szwalnią Reacher Apparels z Indii. Po trwających ponad dwa lata ustaleniach, kontrolach i negocjacjach mieliśmy pewność, że produkcja ubrań w tamtym miejscu – w Indiach, będzie odpowiedzialna (i potwierdzona certyfikatem). Jednocześnie bardzo bolało nas, że nie możemy robić tego w Polsce. W międzyczasie, dzięki projektowi fundacji Kupuj Odpowiedzialnie, z coraz większą intensywnością zaczęły dochodzić nas słuchy o złych warunkach pracy w niektórych polskich szwalniach. Pojawiały się pytania: czy rzeczywiście polskie szwaczki są w trudnej sytuacji, czy ich prawa nie są respektowane? Media milczały. Milczały też szwaczki. Okazało się, że wsparcia wymagają również polskie placówki.


Zaufaliśmy rodzinnej firmie – żałowaliśmy tylko, że nie mogła być po sąsiedzku

Współpraca z Reacherami bardzo nas zaskoczyła – pozytywnie, rzecz jasna. Firma dynamicznie się rozwija, bezproblemowo przechodzi kolejne audyty, wciąż pojawiają się nowe plany, pomysły, inwestycje. Pracownicy szwalni – oprócz podstawowego pakietu świadczeń – otrzymują benefity, ich prawa są respektowane, a wszystkie umowy są transparentne. Zaskoczył nas również obszar działań ekologicznych. Reacher Apparels posiadają nie tylko certyfikat Fairtrade, ale również GOTS (Global Organic Textile Standard) – kolejne ważne odznaczenie potwierdzające „uczciwość” materiałów. Nie mieliśmy problemów z kontaktem z przedstawicielami szwalni, uzyskaniem informacji czy zgłaszaniem naszych pomysłów. Współpraca od samego początku dobrze rokowała.

© https://www.instagram.com/veganbanda/


Witamy w polskich szwalniach

Mimo że współpraca z Reacher Apparels układała (i układa) się świetnie, ciągle bolało nas, że chcąc szyć Fairtrade, nie możemy robić tego w Polsce. Jasne – mogliśmy wybierać szwalnie na własną rękę i prowadzić dochodzenia, które z nich respektują prawa pracowników, prawo pracy, prawa środowiskowe, ale żadna z nich nie miała certyfikatu Koalicji Sprawiedliwego Handlu (czyli nasze ubrania też nie mogłyby być certyfikowane i – co za tym idzie – nie wspierałyby gospodarek krajów, które najbardziej tego potrzebują). Szwalnie, z którymi współpracujemy na co dzień, to nieduże rodzinne firmy – nie starają się o tak duże odznaczenie, jak certyfikat Fairtrade. To także artyści, którzy szyją na małą skalę – po prostu realizują swoją pasję. Ogromne fabryki, które o Fairtrade mogłyby powalczyć, nie robią tego wcale. Dlaczego?


„Polskie” nie zawsze oznacza „lepsze”

I tu historia zaczyna przyspieszać – około dwóch lat temu polskie szwaczki zaczęły mówić o kulisach swojej pracy, choć pierwsze informacje o złych warunkach w szwalniach pojawiają się już nieco wcześniej. Na początku kobiety, w relacjonowaniu swojej sytuacji, były bardzo nieufne (bo kto pod własnym imieniem i nazwiskiem chciałby mówić o upokarzających wydarzeniach) i oszczędne w nazywaniu rzeczy po imieniu, mówieniu wprost – byłam wyzyskiwana, moje prawa zostały złamane, bałam się. W wywiadach i reportażach stworzonych m.in. przez Grażynę Latos przy współpracy z Fundacją Kupuj Odpowiedzialnie powstały pierwsze teksty, w których można było przeczytać, że kobiety szyjące w Polsce doświadczają mobbingu, są zastraszane i poniżane. Łamane są standardy BHP – pracownice szyją w pomieszczeniach bez wentylacji, siedzą na niedostosowanych krzesłach – po kilkanaście godzin dziennie. Przekroczony ustalony w umowie (o ile w ogóle) czas pracy mogą odebrać jedynie w formie „dni wolnych” – jeśli już pozwoli na to szefostwo. Siedzą w pampersach, bo każde wyjście do toalety jest liczone. Pracują za kilka złotych za godzinę.


Bądźmy głosem tych, którym został on odebrany

Nie możemy powiedzieć, że wiemy, jak czują się polskie szwaczki – nikt z nas nie jest w ich sytuacji. Możemy jedynie próbować zrozumieć i robić, co w naszej mocy, żeby przeciwstawić się niegodziwym warunkom pracy i wyzyskowi. Od czego zacząć? Od słuchania ekspertów. My ufamy Fundacji Kupuj Odpowiedzialnie – ich raportom i projektom. Sprawdzamy, gdzie produkowana jest nasza odzież, zadajemy odważne pytania producentom – również w mediach społecznościowych (choć może wydawać się to „naiwne”, wierzcie – sporo zmienia).

Nie bójmy się okazywać wsparcia – ba, róbmy to na dużą skalę – udostępniajmy posty z informacjami o warunkach pracy polskich szwaczek, ale nagłaśniajmy też pozytywne zmiany – doceniajmy je! Wspierajmy znajome krawcowe – podrzucajmy im własne projekty czy ubrania, które wymagają drobnych poprawek. Słuchajmy, bądźmy empatyczni, wybierajmy mądrze. Zmiana jeszcze nigdy nie była tak bardzo zależna od naszych decyzji i działań.

Przykład? To z inicjatywy KOKOworld i Fundacji Kupuj Odpowiedzialnie powstała infolinia dla polskich szwaczek – w ramach wsparcia kobiety mogą opowiedzieć o swoich – niejednokrotnie trudnych – przeżyciach związanych z pracą w szwalniach. Rozmowy te, przy zachowaniu całkowitej anonimowości kobiet, są również ważnym źródłem informacji na temat polskiego przemysłu modowego.

//carousel Nasze_produkty_Fairtrade

1. Firmy, które starają się o certyfikat Fairtrade dla swoich produktów, muszą tworzyć je w miejscach uznanych za uczciwe przez Koalicję Sprawiedliwego Handlu.

2. O naszej współpracy przeczytacie w wywiadzie z przedstawicielami Reacher Apparels 

3. Polecamy lekturę tych tekstów: 
Walczymy o sprawiedliwą modę – KOKOworld jako pierwsza polska marka fashion z certyfikatem Fairtrade
Chcemy być fair – bawełna organiczna
Jeszcze raz o Fair Trade - wywiad z przedstawicielami Fundacji „Koalicja Sprawiedliwego Handlu” – Fairtrade Polska