Ronise z Cabo Verde

Ronise Cardoso mieszka na wyspie São Vicente, jednej z wysp archipelagu Wysp Zielonego Przylądka. Po kilku nieudanych próbach znalezienia stałego zatrudnienia, postanowiła ze swojej pasji uczynić źródło dochodu. Zaczarowuje tak niepozorny materiał, jakim są rybie łuski, i zamienia je w pierścionki, bransoletki, spinki do włosów i kolczyki.

Cały proces wytwarzania biżuterii jest dość pracochłonny, a zaczyna się... na targu rybnym! To tam Ronise szuka "materiałów". Zaprzyjaźniony "tratador do peixe" - osoba zajmująca się obróbką ryb, zamiast wyrzucać łuski przygotowuje je dla Ronise. Wybiera te, które będą mi potrzebne, segreguje, oczyszcza, myje i suszy. Nie każda łuska się nadaje! Różnią się od siebie wielkością i grubością. Kiedyś Ronise musiała je uważnie segregować. Ale dziś, jak mówi, ma już dużą wprawę i od razu wie, czy dana łuska nada się na drobny pierścionek czy okazały naszyjnik.

Każdy typ łuski służy do przygotowania innego produktu – jedne znakomicie sprawdzą się jako materiał na kolczyki, inne zaś jako surowiec na naszyjniki. "Wszystkie, które wykorzystuje są bardzo trwałe! Łuski są jak kobiety, wydają się bardzo kruche, ale tak naprawdę, są niezwykle wytrzymałe!" - mówi ze śmiechem Ronise.

Kloczyki i naszyjniki od Ronise już do nabycia u nas! 

Kliknij i zobacz jakie produkty wykonała dla nas Ronise!

Zachęcamy też do lektury wywiadu z Ronise, która odpowiedziała na Wasze pytania:

Skąd wzięłaś pomysł na biżuterie z łusek i dlaczego tylko z nich ją wykonujesz? zapytała Ewa.


Ronise: Tak naprawdę wszystko zaczęło się dawno temu, jak jeszcze była nastolatką. Mama często prosiła moją starszą siostrę, aby przygotowała rybę i zeskrobała z niej łuski. A starsza siostra, jak to starsza siostra, zlecała to młodszej, czyli mnie. (śmiech) I już wtedy zauważałam, że jest coś wyjątkowego w rybich łuskach, co nie do końca potrafię wytłumaczyć. A do tego są bardzo wytrzymałe!

Od zawsze też lubiłam tworzyć biżuterię, ale dopiero w 2011 roku wpadłam na pomysł, by robić je z czegoś innego, wyjątkowego. I tak przypomniała sobie o rybich łuskach


Jak zaczęłaś reklamować i sprzedawać swoje pierwsze wyroby? zapytała Ewa.


Ronise: Zaczęłam nieśmiało, z zaprzyjaźnionym sklepem Art d Cretcheu. To tam sprzedawałam pierwsze, pojedyncze sztuki biżuterii. Chciałam sprawdzić, czy się w ogóle spodobają. I uważnie słuchałam, obserwowałam i ulepszałam swoje modele.


Dorotka napisała: Czy na Wyspach Zielonego Przylądka rybie łuski mają jakąś symbolikę? Czy wiesz, że w Polsce są one trzymane na szczęście w portfelu?


Ronise: Serio? Nie wiedziałam, a to ciekawe! Ogólnie tutaj na Wyspach Zielonego Przylądka rybie łuski nie mają żadnego znaczenia, ot, produkt uboczny ryby. (śmiech) Ale dla mnie osobiście, jak już wspomniałam, łuski są wyjątkowe. Lubie ich fakturę, lubię, że są wytrzymałe. Pamiętam, że na początku miałam opory, żeby coś z nich wycinać. Nie chciałam ich niszczyć, chciałam je zosatwić takie, jakie są. Z czasem, idąc za głosem rozsądku, na prośbę klientów zaczęłam je wycinać. Ale mimo to, nadal staram się, aby każda para kolczyków czy naszyjnik były niepowtarzalne. Nawet jeśli mam zlecenie by wykonać kilka identycznych par, za czym nie przepadam, nigdy nie robię ich „pod rząd”, „za jednym zamachem”, aby nie zatracić właśnie tej niepowtarzalności i żeby wszystkie – choć podobne, były wyjątkowe.


Na jakie trudności napotykasz? Zapytała Kasia.


Ronise: Niezmiennie wyzwaniem dla mnie są materiały. Nie rybie łuski, ale dodatki – zawieszki, zapinki, trzonki na pierścionki. Tutaj na Wyspach Zielonego Przylądka nie ma szans by je kupić, więc sprowadzam je z Europy, co czasem wiąże się z różnymi niespodziankami. (śmiech)


Ronise, czy jako artystka zajmująca się ręcznym wytwarzaniem biżuterii masz jakieś marzenie związane z tym co robisz? Jeśli tak to jakie to marzenie? 


Ronise: Marzę, aby moja firma Biojojas się rozwiała. Teraz mam jedną osobę do pomocy, ale chciałabym móc w przyszłości zatrudniać więcej pracowników. Marzy mi się zaangażowany społecznie projekt dający pracę wielu osobom i będący pomostem między najważniejszą na Wyspach Zielonego Przylądka gałęzią gospodarki – rybołówstwem i sztuką. Ale wierzę, że wszystko ma swój czas i krok po kroku będę poruszała się naprzód.



KOKOworld